Mark Zuckerberg ma już wszystko – sławę, miliardy i tytuł Człowieka Roku tygodnika „Time”. Teraz przyszła kolej na zdobycie dotąd niezdobytej twierdzy – Chińskiej Republiki Ludowej. W ubiegły weekend szef Facebooka poleciał do Pekinu.

Zuck ma łeb – od lat uczy się mandaryńskiego. Paparazzi przyłapali go w stolicy Chin na spotkaniu z Robinem Li, twórcą gigantycznej wyszukiwarki Baidu. Szef Facebooka zjadł razem z kolegą po fachu obiad i zwiedził kwaterę główną Baidu. Przy okazji wyszło na jaw, że Chińczycy nie chcą przejmować Facebooka. Kamień z serca.

Ale nie od żarcie z Robinem Li Zuckerbergowi chodziło. Bogacz poleciał na rekonesans. Chińczycy zablokowali Facebooka a Zuck próbuje za wszelką cenę uzyskać dostęp do tamtejszego rynku internetowego.

Ciekawe, czy najmłodszy miliarder świata zdecyduje się na wypuszczenie w Chinach ocenzurowanej wersji Facebooka? W mijającym roku 420 mln Chińczyków korzystało z internetu. To prawie tyle samo, co liczba wszystkich użytkowników Facebooka. Jest się o kogo bić. Pytanie, czy warto bić się mając w głębokim poważaniu wolność słowa?

Wpis z archiwalnej wersji. Przepraszamy za ewentualne zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.