Facebook to bez wątpienia genialne narzędzie do nawiązywania kontaktów, także tych zawodowych. Dla pracodawców natomiast to coraz częstsze źródło uzyskiwania informacji o potencjalnych kandydatach do pracy. Inwigilacja? Raczej nieostrożności kandydatów.

Niektórzy szefowie firm mają fioła na punkcie wizerunku własnej marki. Obsesyjnie sprawdzają społecznościowe profile swoich podwładnych. Czasem wystarczy jeden (pozornie) zabawny tekst, prztyczek w nos dla szefa albo komentarz: „Znoooowuuu nuuuuuda”. I pozamiatane.

Na Facebooku istnieją już grupy zrzeszające użytkowników, którzy stracili pracę z powodu… Facebooka. „Fired Because of Facebook” http://www.facebook.com/group.p… jest przykładem właśnie takiego wirtualnego związku zawodowego pokrzywdzonych. Członków ma mało. Ale ma.

Tu znajdziecie listę http://www.internetstandard.pl/… zwolnionych za społecznościową działalność. Oto dwa „zabawne” przykłady:

Listopad 2008 – cheerleaderka drużyny footballowej New England Patriots, Caitlin Davis, wyrzucona za kompromitujące fotografie. 18-letnia wówczas Davis w trakcie imprezy z okazji Halloween zrobiła sobie zdjęcie z nieprzytomnym mężczyzną, pomalowanym w swastyki i hasła antysemickie

Maj 2010 – Ashley Johnson, kelnerka w jednej z pizzerii w Karolinie Północnej narzeka na zbyt niski jej zdaniem napiwek, jaki otrzymała od klientów. Nazwisk klientów nie podała, ale wymieniła nazwę pizzerii, co wystarczyło do zwolnienia.

Szczytem niefrasobliwości użytkowników Facebooka jest pisanie negatywnych komentarzy o pracodawcy bądź wykonywanej pracy. Najlepiej nie zapraszać szefa do grona znajomych albo ukryć przed nim zawartość tablicy. Wszelkie potrzebne do tego narzędzie znajdziecie w „Ustawieniach prywatności”. I pamiętajcie, że nie ma nic gorszego od biurowych romansów. Szczególnie tych wirtualnych.

Wpis z archiwalnej wersji. Przepraszamy za ewentualne zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.