„Przyjaciel” według „Słownika języka polskiego” PWN to osoba pozostająca z kimś w bliskich, serdecznych stosunkach, osoba okazująca komuś lub czemuś swoją sympatię, sprzyjająca czemuś, ewentualnie kochanek. I do takich definicji „przyjaciela” przywykliśmy. Dziś, dzięki Facebookowi, przyjaciel jest osobą, którą widzieliśmy raz w życiu.

Przyjaźń nie jest oficjalna dopóki nie ma jej na Facebooku. Bzdura? A jednak. Niektórzy proszą się o przyjęcie do grona znajomych miesiącami i tygodniami, zawracają głowę, zaczepiają i nie dają spokoju, dopóki nie „odpowiecie na zaproszenie znajomego”. W polskojęzycznym Facebooku rzeczywiście mówi się per „znajomy”, ale to wyjątek; anglojęzyczna wersja serwisu serwuje nam „przyjaciół”. Amen.

I tak zaszczytne miano przypada także temu, kogo spotkałeś raz w życiu na obiedzie. To wystarczy. Warto podkreślić, że za sprawą Facebooka słowa „przyjaciel” i „znajomy” nabrały zupełnie innego znaczenia. Ze szczególnym naciskiem na to pierwsze, które, może i dzięki Bogu, w polskiej wersji FB nie występuje. Ulga.

Społecznościowa fabryka kontaktów wymusza na użytkownikach jak najwięcej połączeń. Niby trzeba kogoś znać osobiście, niby nie powinno się zaczepiać nieznajomych. A tak naprawdę dzień w dzień serwis przygotowuje dla nas porcję potencjalnych znajomych-przyjaciół, których powinniśmy zaprosić. Niektórzy facebookowicze prześcigają się w zdobywaniu liczby kontaktów. Inni cenią sobie prywatność i zaproszenia obcych ignorują. Plus dla tych „innych”.

Artykuł odtworzony z archiwalnej strony. Przepraszamy za ewentualne różnice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.