Wczoraj był dzień bojkotu Facebooka. Ludzie skrzykiwali się przez internet i wściekli na brak ochrony prywatności namawiali wszystkich do kasowania kont na Facebooku. W wezwaniu do boju słowo „prywatność” odmieniano przez wszystkie przypadki co w języku angielskim wcale nie jest takie proste. I co? I guzik. Nikt z Facebooka nie zrezygnował.

A zapowiedzi organizatorów bojkotu, jak to przy strajkach, były szumne. Zresztą sporo internautów, bo grubo ponad 37 tysięcy, zadeklarowało, że ucieknie z Facebooka gdzie pieprz rośnie. Ale nie tak łatwo zrezygnować z setek kontaktów, grup zainteresowań i poranków zaczynanych od przejrzenia ulubionego portalu.

Okay, można domniemywać, że nawet jeśli ktoś był już zdecydowany by wcisnąć magiczne „delete” to w ostatniej chwili rezygnował powodowany komunikatem „Are You Sure?”. No i nie był już taki „Sure” bo z fejsbukowego uzależnienia nie chciał rezygnować i nie zrezygnował. Bo i po co?

Skoro po internetowej walce o ochronę prywatności na Facebooku nikt Zuckerberga nie pogonił ze swojego komputera to może Zuckerberg w takim razie zignoruje protesty bojowników o prywatność waszą i naszą. Prywatność, która stała się jedynym mieczem w walce z internetowym gigantem.

Wpis z archiwalnej wersji. Przepraszamy za ewentualne zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.