Gdyby dziś jeszcze istniał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, to administratorzy Facebooka przyjeżdżaliby na szkolenia do Warszawy. Polityka cenzurowania treści w największym na świecie serwisie społecznościowym jest nielogiczna, niespójna i nie wszystkich obowiązuje. Kasowane są np. zdjęcia matki karmiącej piersią, czy plakaty kampanii promujących walkę z rakiem jąder. A skrajnie antysemickie strony na Facebooku działają w najlepsze. Wolność dla wybranych? A może idiotyczny regulamin serwisu?

Biblia Facebooka to „Oświadczenia dotyczącego praw i obowiązków” dostępne tylko w języku angielskim http://www.facebook.com/terms.p… . Idę o zakład, że większość użytkowników Facebooka w ogóle nie czytała regulaminu serwisu. Ten składa się z 18 punktów, jeden z nich dotyczy użytkowników spoza Stanów Zjednoczonych. Publikowanie treści pornograficznych i gróźb jest w największym serwisie społecznościowym świata surowo zabronione. Jednak nie dla wszystkich.

Wszyscy antysemici mogą spokojnie dać wyraz swojej nienawiści na stronie „We hate Israel” http://www.facebook.com/pages/W… , która, mimo interwencji władz izraelskich, dalej działa na Facebooku. Podobnych stron jest w serwisie na pęczki. Czy propagowanie treści antysemickich to wolność słowa?

Eksperci ostrzegają także, że na Facebooku coraz śmielej poczynają sobie terroryści. Członkowie międzynarodowych grup przestępczych rozsyłają domowe przepisy „jak zrobić bombę”. Mało tego. Terroryści wykorzystują Facebooka do namierzania potencjalnych ofiar. W dobie olewania własnej prywatności i dzielenia się z byle kim wszystkimi tajemnicami nawet średnio rozgarnięty bandyta jest w stanie wytropić tu każdego.

Ale według administratorów Facebooka wojujący z Żydami i terroryści to nic takiego. Zagrożeniem moralności i szczytem pornografii jest tutaj fotografia matki karmiącej piersią. Przekonała się o tym 36-letnia Sarah Lavigne z Vermont (USA), która straciła konto na Facebooku za „wyuzdane” zdjęcie, na którym karmi piersią swojego synka. Ciekawe, kiedy administratorzy z Palo Alto zaczną tępić użytkowników lansujących się w bikini, w stanikach, w krótkich spodenkach, tych fotografujących się podczas jedzenia banana i pokazujących języki. Co jest większym porno – banan w ustach, czy dziecko karmione piersią?

We wrześniu ub. roku porno-wpadkę zaliczyła też kanadyjska organizacja prozdrowotna z Toronto. Bezpruderyjni lekarze śmiali zachęcać na Facebooku mężczyzn do regularnych badań jąder. Jak? Na bezbożnej reklamie stał mężczyznę ze spuszczoną głową w mocno zabudowanych slipach. Majtki dodatkowo zakamuflowano napisem 'Check Your Package’ („Sprawdź swoją torbę”). Ci Kanadyjczycy są naprawdę wyuzdani.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że każdy użytkownik Facebooka może zostać cenzorem, bo Facebook zachęca do donosicielstwa. Chcecie dopiec swojemu znajomemu, który wrzuca zdjęcia ocierające się o pornografię? Nie ma problemu. „Wszystkie zgłoszenia nadużyć w Facebooku są poufne. Użytkownik, którego dotyczy zgłoszenie, nie zostanie poinformowany o wysłaniu przez Ciebie zgłoszenia. Na przykład użytkownicy, którzy wielokrotnie naruszają nasze Oświadczenie dotyczące praw i obowiązków, mogą zostać trwale pozbawieni możliwości korzystania z serwisu” – czytamy w Centrum Pomocy http://www.facebook.com/help/?f… . Uwierzcie, że to działa. Donosiłem na próbę. Przynajmniej jeden w rodzinie został TW.

Mariusz Infulecki

Artykuł odtworzony z archiwalnej strony. Przepraszamy za ewentualne różnice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.