Przeciętny użytkownik Facebooka zna FarmVille i albo już został fanem tej gry, albo dopiero nim będzie. Jedno jest pewne – prędzej czy później każdy fejsbukowicz wpadnie w sidła króla internetowych świniopasów – Marka Pincusa, założyciela Zyngi, który żyje w symbiozie z Markiem Zuckerbergiem. A mógłby spokojnie być jego ojcem.

W gry Pincusa gra już ponad 200 MILIONÓW osób. W kultowe FarmVille codziennie ponad 20 mln użytkowników Facebooka. Geniusz założyciela Zyngi polega na tym, że potrafi zarabiać setki milionów zielonych na bezpłatnych grach społecznościowych. To się dopiero nazywa talent.

Patent wyciągania kasy od graczy jest bardzo prosty – aby szybciej przejść na wyższe poziomy gier trzeba zapłacić kartą kredytową za wirtualne pieniądze. Koszty są niewielkie a płaci tylko kilka procent graczy. To jednak wystarczy, by rocznie zarobić do 600 mln dolarów. – W całej naszej historii nie było spółki, która po trzech latach miała tak wysokie przychody jak Zynga, rosła tak szybko i miała tak wielu zadowolonych klientów – przekonuje w dzienniku „The New York Times” John Doerr z funduszu inwestycyjnego Kleiner Perkins Caufield & Byers, który finansował początki m.in. Amazona, Google’a czy Netscape’a, donosi GAZETA.

Mark Pincus wyszedł naprzeciw oczekiwaniom nowego pokolenia graczy. Tych, którzy jeszcze kilka lat temu tłukli godzinami w Quake’a w domowym zaciszu a teraz dorośli i zaczęli pracować. Wykorzystując ich uzależnienie stworzył banalne gry, w które z powodzeniem można grać w biurze nie narażając się przy tym szefostwu. Społecznościowe rozrywki, które idealnie wpasowały się w model współczesnego internauty, którego wirtualne ja zawarte jest w fejsbukowym profilu.

Wizja Pincusa – proste gry, szybka kasa – w porównaniu z Google’em czy Facebookiem, może wyglądać prymitywnie. Jednak 44-letni mieszkaniec Chicago wzrusza tylko ramionami. – Ci sami ludzie, którzy nazwali cię idiotą, przyjdą i ucałują pierścień. Całujemy dwukrotnie. Z języczkiem.

Wpis z archiwalnej wersji. Przepraszamy za ewentualne zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.