Ile razy pisaliście świństewka na Facebooku? Na pewno każdemu zdarzyło się to co najmniej raz. Facebookowy czat różni się od wszystkich innych pogaduszek jednym – tu nikt nie jest anonimowy. Nie da się czatować z kimś, kto nie jest w gronie naszych znajomych. Na największym portalu społecznościowym gra się w otwarte karty.

Jasne, że do uprawiania wirtualnego seksu potrzebna jest odrobina intymności. Ciężko jest świntuszyć w otwartym biurze, kiedy obok znajomi z pracy tyrają w pocie czoła. Ale jeśli ma się własne biuro to można sobie pozwolić na internetową bezpruderyjność. Bez zahamowań. Połączenia telefoniczne można przekierować, ignorować SMS-y a faksy przeczytać kiedy indziej. Wystarczy tylko złapać na Facebooku odpowiednio nastrojoną do wirtualnego seksu osobę i rozpocząć seans erotyczny.

Jak to zrobić bez kamery i rozmowy audio? Tu przyda się odrobina inwencji twórczej. Nie wystarczą tandetne teksty w stylu „mocniej, mocniej” albo „aaaaaach, jak mi dobrze, uuuuuuf, jak gorąco”. Żeby uprawiać seks na czacie trzeba być poetą. I umieć wzniecić pożądanie w osobie po drugiej stronie kabla.

Przy takiej formie pikantnej rozrywki wystarczy świntuszyć myślami; okoliczności zazwyczaj uniemożliwiają zrobienie czegoś więcej ponad słowne igraszki. Nie ma nic bardziej upokarzającego od bycia przyłapanym na gorącym uczynku podczas masturbacji przy komputerze. Szczególnie, jeśli przyłapie przełożony.

Ale puścić wodze fantazji w słowie pisanym owszem, można. I najlepsze jest to, że nikt obok nie ma pojęcia, co robimy. Jeśli Wasza partnerka bądź Wasz partner lubią takie zabawy to jesteście szczęściarzami i szczęściarami. Możecie cały dzień snuć erotyczne plany by wieczorem w sypialni wcielić je w życie. Werbalnie i namacalnie.

Artykuł odtworzony z archiwalnej strony. Przepraszamy za ewentualne różnice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.