Każdy z Was słyszał zapewne romantyczne historyjki o ludziach, którzy poznali się przez internet, zaprzyjaźnili, w końcu spotkali się w realu, bez pamięci zakochali się w sobie i w końcu – wzięli ślub. Internetowe małżeństwa są w dobie serwisów społecznościowych czymś zupełnie naturalnym. A miłość można spokojnie znaleźć na Facebooku. Trzeba tylko odpowiednio się do tego szukania przygotować. Potem już pójdzie jak spłatka.

Podobno od przybytku głowa nie boli. Tere fere. Coraz więcej użytkowników Facebooka przytłoczonych liczbą znajomych (nawet tysięcy znajomych) zawęża poszukiwania do starych przyjaciół. Nie mamy wcale na myśli koleżanek i kolegów z podstawówki ale liceum i studia łapią się w tym zestawieniu. To społecznościowe grzebanie w przeszłości jest coraz bardziej powszechne a poszukiwacze partnerów z przeszłości mają już nawet własną nazwę. To retroseksualiści.

Tyle słowem wstępu. Nie będziemy Was zanudzać naukowymi wynurzeniami. Od tego są politycy i duchowni. Przejdźmy do konkretów. Jeśli postanowiliście sobie, że chcecie znaleźć na Facebooku miłość (i basta) to koniecznie weźcie sobie do serca nasze rady. Przez internet bardzo łatwo coś spieprzyć (romantycy – wybaczcie nam dosadność).

Było o skutecznym podrywie. Pora na miłość.

Pierwsze. Nie będziesz korzystał z fałszywych profili. Uwierzcie nam, że podszywanie się pod milionerów, biznesmenów, agentów Tomków i całej plejady lanserów to nie jest dobry pomysł. Prędzej czy później Wasza potencjalna miłość sprawdzi, czym tak naprawdę się zajmujecie. I dopiero wstyd będzie. Wirtualnymi pieniędzmi można sobie co najwyżej zdobyć wirtualną miłość. I wirtualne orgazmy.

Drugie. Zmień status związku na „wolny”. Ktoś z drugiej strony Facebooka może czekać na tę informację. Może nawet się o nią modli. Krótka i prosta informacja że „nie jesteście już dłużej w związku” może się okazać najszybszym sposobem na randkę, która może przerodzić się w prawdziwą miłość. Nie tylko erotyczną.

Trzecie. Wybierz tych, których chcesz poznać lepiej. No pewnie, że wśród znajomych z Facebooka są osoby, na które macie wielką ochotę. Ale tu nie chodzi o ilość, tylko o jakość. Poligamia może i jest trendy, ale w miłości się nie sprawdza. Postawcie na monogamię, wybierzcie jedną, potencjalną ofiarę Waszej dozgonnej miłości i skupcie się tylko na niej. Tylko nie zabawiajcie się w stalkerów. Jeśli będziecie zanadto natarczywi ktoś może Was potraktować jak nachalnych nagabywaczy. Po co psuć sobie opinię na starcie?

Czwarte. Bądź romantykiem. Nie historykiem. Jeśli celem Waszych miłosnych uniesień jest ktoś z przeszłości, nie ograniczajcie się do wspomnień. Ile można dyskutować o wycieczkach klasowych, szkolnych wypadach do kina czy wspólnych imprezach sprzed lat? To się sprawdza raz, najwyżej dwa razy. Za trzecim może się okazać, że nie macie już o czym gadać. Wspomnienia są jak spotkanie ze znajomymi z Naszej-klasy. Po kwadransie połowa zaproszonych gości wychodzi do domu.

Piąte. Skorzystaj z matrymonialnych biur zintegrowanych z Facebookiem. Jeśli nie chce Wam się grzebać w kontaktach i na siłę korzystać z propozycji znajomych to wirtualne biuro matrymonialne może być strzałem w dziesiątkę. Jedno z nich znajdziecie tu http://www.zoosk.com/

Szóste. Olej byłą / byłego. I będziemy to Wam powtarzać jeszcze nie raz. Czy naprawdę chcecie wiedzieć, co Wasi byli wyczyniają w życiu? Czy chcecie żyć wspomnieniami i udawać, że tak naprawdę oni nic dla Was nie znaczą? Albo szukanie nowej miłości, albo masochizm. Wybór jest prosty i należy do Was. Masochizm jest passe a na beatyfikację nie ma co liczyć.

Siódme. Nie pokazuj się nago. Uwierzcie nam, że naprawdę niektórzy społecznościowi poszukiwacze miłości są ekshibicjonistami. Niektórzy myślą, że wymachując orężem albo biustem przed webcamem mogą zdobyć świat. To wcale nie jest sexy.

Każdy potencjalny cel miłosnych uniesień potrzebuje indywidualnego podejścia. Nie zapominajcie o własnej intuicji!

Wpis z archiwalnej wersji. Przepraszamy za ewentualne zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.