Długo oczekiwany film – biografia twórcy Facebooka Marka Zuckerberga „The Social Network” trafi niebawem do naszych kin. Premiera zapowiadana jest na 5 listopada. I chociaż produkcja już dziś uważana jest za jednego z oscarowych faworytów, to im bliżej premiery, tym więcej kontrowersji wokół niej się pojawia. Najwięcej do powiedzenia w tej sprawie ma oczywiście sam młody guru Doliny Krzemowej, który najchętniej wyciąłby ze scenariusza sceny, które rzekomo nie miały miejsca w jego życiu. I które ewidentnie są mu nie na rękę.

Ze scenariusza The Social Network płynie prosty wniosek – film pokazuje dobitnie, że młody boss stworzył społecznościowego giganta z powodów czysto biznesowych, mówiąc dobitnie: dla wielkiej mamony. A pierwszy milion podobno trzeba ukraść, co w The Social Network widać jak na dłoni. Reżyser David Fincher nie szczędzi Zuckerberga. Opisuje matactwa, przekręty i nieczyste zagrywki, jakich miał się dopuścić twórca Facebooka pod sztandarem nie tylko wirtualnego złotego cielca.

Jednak tzw. biznesowa (nie ma zmiłuj) motywacja została okraszona kolejnym smaczkiem. Z The Social Network wynika bowiem, że Zuckerberga podnieca nie tylko sama kasa, lecz także seks. I to ostry, niewybredny i perwersyjny. Punktem zapalnym są sceny orgii seksualnych z udziałem młodego geniusza, z czego najbardziej kontrowersyjna jest ta, w której szef Facebooka wciąga kokainę z piersi nastolatek. Czarny PR, tani chwyt marketingowy służący przyciągnięciu jak największej rzeszy widzów do kin? A może jednak jest coś na rzeczy?

– Ten obraz jest przerysowany i przekłamany – twierdzi Mark Zuckerberg, a dział PR-owy Facebooka już zapowiada, że portal nie będzie promował filmu na swoich stronach, ba, nie udostępni też przestrzeni reklamowej na jego promocję. Ale czy takie działania nie wzbudzą jeszcze większego, dodajmy – niezdrowego, zainteresowania życiem Marka Zuckerberga?

Specjaliści od wizerunku Facebook na razie żądają od reżysera filmu Davida Finchera wycięcia sceny z narkotykową orgią. Producenci filmu walczą, z oczywistych powodów, o jej pozostawienie. Podczas, gdy w najlepsze trwa zacięta wojna między działem PR-u Facebooka i twórcami filmu, żądni sensacji i patentów na założenie szybkiego i spektakularnego biznesu w sieci widzowie tylko czekają, aż którejś ze stron powinie się noga. W zależności od sympatii dla Zuckerberga, zinterpretują ją po swojemu.

Jeśli nawet „The Social Network” zostanie ocenzurowany, to można pójść o zakład, że kilka miesięcy po premierze pojawi się reżyserska wersja filmu z dotąd niepublikowanymi scenami. I Fincher zaśmieje się w twarz wszystkim, bo zarobi na tym podwójnie. Podobnie jak Tyler Durden, bohater najbardziej znanego filmu Fischera Fight Club, który dla własnej satysfakcji wklejał ostre sceny porno do filmów, które montował.

Artykuł odtworzony z archiwalnej strony. Przepraszamy za ewentualne różnice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.